|
LOST SOUL – IMMERSE IN INFINITY
|
EVIL019 |
![]() |
|
PROGRAM PŁYT |
SKŁAD | SZCZEGÓŁY |
|
01. Revival |
Jacek: vocals, guitars
|
FORMAT : DIGI PACK |
|
INFORMACJE |
|
- Jeden z najlepszych polskich zespołów deathmetalowych! (płyty dostępne na całym świecie za pośrednictwem Relapse, Osmose, Earache) Music & Lyrics: Jacek Grecki
KONTAKT Z ZESPOŁEM: |
|
CYTATY I RECENZJE |
|
LOST SOUL – „Immerse In Infinity” Po 4 latach milczenia mordercy z Wrocławia wracają z nowym albumem! O przyczynach tak długiej przerwy między "Chaostream" a świeżo wydaną "Immerse in Infinity" nie będę się rozpisywał, bo temat ten wałkowany jest w każdym możliwym wywiadzie, grunt że w końcu liderowi i założycielowi zespołu, Jackowi Greckiemu, udało się skompletować zabójczy team i uraczyć nas nowym ochłapem death metalowego mięcha. "One Step Too Far" na ten przykład, charakteryzuje się specyficzną, niebanalną melodyką wplecioną w techniczny, death metalowy łamaniec. Przez pierwsze pół minuty miałem wręcz wrażenie, że słucham jakiegoś religijnego Black Metalu hehe, choć to porównanie nieco na siłę. W otwierającym i zamykającym ten kawałek riffie, można by się od biedy dopatrzeć także intensywności zmieszanej z melodyką w proporcjach, w jakich zwykł to robić austriacki Belphegor. Omawianie wszystkich utworów zawsze uznawałem za bezsens, warto jednak jeszcze wymienić tutaj "Breath of Nibiru" – najbardziej klimatyczny na całej płycie, utrzymany w średnich i wolnych tempach, epicki killer z zajebistą solówką na samym początku, a także zamykający płytę "Simulation" – przechodzący od plemiennych bębnów i orientalnych motywów do prawdziwego death metalowego walca. Jedynym kawałkiem, który jest naprawdę chujowy na tej płycie, jest "… if the dead can speak", do którego zespół pokusił się nawet o stworzenie teledysku. No bieda straszliwa i aż szkoda, że zdecydowali się umieścić taki zapychacz na tej płycie, tym bardziej, że i tak trwa ona prawie godzinę. Gitary cholernie mi się kojarzą z gibonami z Soulfly czy innego nu metalowego syfu, połączonego z "Sword of the Witcher" Vadera. Ogólnie rzecz biorąc – Lost Soul nagrał jednak moim zdaniem najlepszą płytę w swojej dyskografii, łączącą to co najlepsze w "Chaostream" i "Ubermenschu". Słychać tutaj sporo Vital Remains, trochę Morbid Angel, Vadera a nawet Behemotha z ostatnich płyt, ale przede wszystkim słychać dużo Lost Soul. No niewiele mogę zarzucić tej płycie, może poza chujowym "… if the dead can speak", nieco zbyt długim czasem trwania (godzina tak intensywnego materiału to jednak za dużo na jeden raz i co poniektórych może ona najzwyczajniej w świecie znudzić lub zmęczyć) i może nieco zbyt "wypolerowaną" agresją, kojarzącą mi się m.in. z ostatnimi dokonaniami Belphegor czy Behemoth. Niby jest wszystko co trzeba, ale takie jakieś to zbyt ładne i ułożone… Stąd też – mimo, że wraz z ostatnimi wymiocinami Armagedon i Azarath jest to dla mnie najlepsza polska płyta DM tego roku. WESO PSYCHO MAGAZINE Lost Soul – Immerse in Infinity Immerse In Infinity Z góry założyłem sobie, że muzycznie nic mnie już w tym roku nie zaskoczy, w sumie nie wiem dlaczego. Że niby po Mastodon, Heaven And Hell, Rootwater, Indukti, Behemoth czy Black River nic mi już michy od ucha do ucha nie ucieszy, nic nie zszokuje i nie wywoła radosnej ekscytacji… Okazało się, iż założyłem sobie błędnie. Ladies and gentlemans (istnieją jeszcze tacy na ziemi?) – oto death metalowy album roku 2009! Nie oczekiwałem nic od Lost Soul, więc być może tym większa jest moja radość z obcowania z "Immerse In Infinity". Mimo iż ubóstwiam np. mocarny "The World Of Sin", to specjalnie nie płakałem gdy kapela pozostawała w stanie uśpienia. Gdy dowiedziałem się, iż Lost Soul wraca odmienione i z nowym kontraktem spokojnie oczekiwałem na rezultaty ich pracy. Ale gdy słucha się "Immerse In Infinity" spokojnym już po prostu nie da się pozostać. Co zwraca uwagę tuż po pierwszym przesłuchaniu tej płyty, to rozmach, z jakim jest ona skomponowana. Coś jakby Vital Remains spotkało na swej drodze Immolation, kradnąc parę riffów Morbid Angel a zarazem pożyczając przy tym trochę wirtuozerii nieodżałowanego Chucka Schuldinera. I nie jest to zlepek niepasujących do siebie elementów, tylko logiczna kontynuacja "Chaostream", wzbogacona o większą dozę synkretyzmu death metalowych patentów. Inkorporując motywy bardziej znanych wyjadaczy Lost Soul pozostaje jednak sobą, i podąża ścieżką wytyczoną przez nich samych. Kosmiczna okładka jest tutaj wskazówką, bo ten "kosmos" jest obecny – w poza-metalowych ozdobnikach, w poziomie całości i klimacie, jakże dalekim od np. kosmicznego soundu z dyskoteki o nazwie Samael. Co dalej zwraca uwagę, to fakt, iż trzeba tą płytę odsłuchać kilka razy. Mnie spodobała się za pierwszym obrotem, ale z każdym kolejnym wyłapywałem coraz to nowsze elementy, i lepiej ogarniałem całość. Czego tu nie ma? Karkołomnych przejść, gitarowych harmonii, nieziemskich solówek itepe, itede. W każdym z tych ośmiu numerów dzieje się tyle rzeczy, że można napisać o nich kilka prac magisterskich. A same kompozycje zaskakują – przede wszystkim tym, że przy kolosalnych długościach trwania w ogóle nie nudzą. Odpowiednie nasycenie i zagęszczenie tej muzy, ciągła "płynność" i INTELIGENCJA bijąca z każdej nutki nie pozwala nam na moment odejść od głośników. I nawet gdy nagle "…if the dead can speak" zaczyna się dziwnie modern metalowo, to wiemy, że i tak za moment ten utwór zmiażdży co trzeba. No i to brzmienie…Tak mocarnych gitar na death metalowej produkcji NIGDY jeszcze nie było! Równo ciosane, morderczo ciężkie, rzeżące niczym zapowiedĽ kosmicznej apokalipsy. Bracia Wiesławscy, którzy miksowali całość, to już wyrobiona marka gwarantująca światową jakość, toteż o przypadku mowy być nie może. Ta płyta to dla mnie rewolucja, naprawdę. Ktoś powie, że przecież to tylko, jak napisałem wyżej, pomieszanie najlepszych death metalowych patentów w jedną całość. Hehe, skoro to takie proste, to czemu takie płyty jak "Immerse In Infinity" nie wychodzą na co dzień? Bo oprócz tego, że Lost Soul A.D. 2009 perfekcyjnie wypełnia lukę po Morbid Angel, który nagrywa, nagrywa i nagrać nie może, to obok wspomnianego miksu szlachetnych śmierć metalowych patentów dodaje muzyce swój własny autonomiczny pierwiastek. Tak tworzy się nowa jakość, drodzy państwo. Tylko niesprawiedliwym jest, że taki np. Rammstein wraca na szczyty popularności dzięki video do marnego utworu, na którym wszyscy za przeproszeniem się ruchają, a Lost Soul zapewne przejdzie niezauważony, mimo iż nagrał płytę-absolut. Chciałbym się mylić, i mam nadzieję, że Witching Hour zrobi co w ich mocy, by rozsławić tą płytę na świecie… Wiwat wielkie śmiertelne rewolucje: "Left Hand Path" – "Morbid Reich" – "Blessed Are The Sick" – "Heartwork" – "Symbolic" – "Slaughter Of The Soul" – "Amongst The Catacombs Of Nephren-Ka" – "Unholy Cult" – "Dechristianize" – "Demigod" – "Immerse In Infinity"! Wiwat! Death metal znowu dzięki naszym wciąż jest w grze. Grzegorz Żurek Lost Soul – Immerse in Infinity Cztery lata oczekiwania to dużo. Przez ten czas pamięć o Lost Soul zdążyła się wytrzeć, a i w zespole sporo się pozmieniało. Jednak najlepsze jest to, że Greckiemu i jego nowym kolegom (Domin, Desecrate i Czajnik) czas i zmiany tylko pomogły, bo czwarty studyjny album zespołu pt. Immerse in Infinity to solidny kawał death metalowego rzemiosła. Powiem nawet więcej: ten album jest perfekcyjny w ramach swojego gatunku. Konstrukcja krążka jest szczelnie zamknięta. Immerse in Inifity to tylko osiem utworów, ale to i aż osiem naprawdę dobrych, rozbudowanych ładunków wybuchowych. Kompozycje napisane w całości przez Greckiego są długie (od 5-ciu do 9-ciu minut), ale na pewno nie męczące. Nieomal godzinna dawka death metalu z najwyższej półki rzuca o glebę od początku do końca. Podoba mi się, że zespół nie kombinował za dużo z ubarwianiem treści Immerse in Infinity, bo czasami klasyczne partie, sięgające Terrorizera i Morbid Angel, brzmią lepiej niż tzw. nowe brzmienia. Ok, może nie jest to ten wymiar surowości, bo wrocławianie nie stronią od mrocznych sampli i tego typu sztucznych drobiazgów (Revival, .If The Dead Can Speak?, Breath of Nibiru czy Simulation), ale właściwie brzmienie utworów jest w taki sposób wyeksponowane, że główną uwagę skupiają te elementy muzyczne, które wymagają umiejętności większej niż posługiwanie się komputerem, a więc: perkusja, bas, gitary, wokal. Poziom pracy instrumentów na nowym Lost Soul wymyka się wszelkiej skali. Dawno nie słyszałem death metalowego krążka, w którym bębny są tak potężne, a przy tym wyróżnia je wszechstronność. Gdzie bas jest jak cios skrytobójcy – pojawia się i z miejsca zabija. Gdzie gitary napędzają jednocześnie sprawdzone, ale i świeże ciężkie i szybkie riffy, niejednokrotnie wykończone mięsistymi solówkami. Wreszcie gdzie wokal nie poddawany żadnym rozległym operacjom brzmi agresywnie i wiarygodnie. Najlepsze, że pomimo indywidualnych atutów każdej sekcji całość tworzy zgrane – piorunujące – wrażenie. Na nowym Lost Soul nie ma sytuacji, w której można pochwalić kogoś z zespołu bardziej od innych. Siła tej grupy w 2009 roku polega na bezbłędnej współpracy. Na Immerse in Infinity dominują ciężkie i szybkie bomby, ale zespół nie przestraszył się też zagrać wolnej, ważącej kilotony kompozycji (Breath Of Nibiru). Lost Soul raczy słuchaczy jeszcze w kilku kompozycjach wolniejszymi fragmentami, ale jak wspomniałem we wstępie akapitu, większą część albumu wypełnia to co właściwie death metalowi w najlepszym znaczeniu tych słów. I choć to niepopularne, dobrze w tym miejscu odwołać się do Behemotha, który robi gigantyczną furorę w mediach, ale najmniej się tam mówi o muzyce zespołu. Lost Soul pewnie nigdy nie zbliży się do komercyjnego pułapu black/death mertali z Pomorza, ale za to będzie kojarzone przede wszystkim z perfekcyjną muzyką. O to przecież chodzi. Nie mam wątpliwości. Geniusz w swoim gatunku. |














